indywidualność w związku

Jak nie stracić siebie w związku i w innych relacjach?

Zwykłam wyobrażać sobie, że wszyscy ludzie są ze sobą ściśle połączeni. Przypominają lepką masę i zapominają, kim byliby bez innych. Kim są naprawdę. Szukają siebie w cudzych spojrzeniach, w scenach wyświetlanych na ekranach. I we wpojonych marzeniach, które złudnie pasują do każdej rzeczywistości. Szalenie łatwo jest wpaść w pułapkę cudzych żyć. Dostosowywać się. Spełniać czyjeś wymagania, żeby czuć się akceptowanym. Wybierać tę drogę, którą nie sposób podążać samotnie.

Dlatego zapragnęłam wyciągnąć siebie na powierzchnię i rozpocząć nowy rozdział.

Dostosowywanie swoich zachowań do cudzych oczekiwań

Światy bliskich sobie ludzi ścierają się. W końcu wspólne życie wymaga nadania codzienności podobnego biegu. Słyszałam wiele razy, że kompromisy w relacjach są dobre, że poświęcenie jest konieczne, a utrata cząstki siebie normalna. I zaczęłam wówczas zadawać sobie pytania: gdzie leży granica rezygnacji z siebie dla kogoś innego? Czy można się zupełnie zmienić pod wpływem drugiej osoby i nie być tego świadomym? Czy wyczucie własnej osobowości i dawnych priorytetów jest możliwe, gdy przesiąkło się kimś innym? Kiedy nachodzi moment, w którym warto się odciąć i posłuchać siebie?

Gdyby wpływ ludzi na siebie sprowadzał się wyłącznie do rzucania niezobowiązujących rad, byłoby o wiele łatwiej iść swoją drogą. Bez zważania na innych. Ale to niemożliwe z kilku powodów. Po pierwsze mieszkając razem, czy przynajmniej będąc w trwałym związku, konsultuje się na bieżąco swoje decyzje z drugą osobą. Tym samym pozwala jej się wejść do swojej głowy i pomieszać własnymi myślami w odpowiednim kierunku. Oznacza to tyle, że każdy z nas w jakimś stopniu liczy się z cudzym zdaniem. Jeśli chłopakowi będzie szalenie zależeć, żeby jego dziewczyna skończyła studia, spróbuje ją do tego namówić. Być może ją przekona, że posiadanie dyplomu jest słuszne. Ale gdyby próbował wywrzeć na nią wpływ, mimo jej wyraźnego oporu – mógłby spotkać się z odwrotnym efektem do zamierzonego.

Tym samym nasuwa się kolejne pytanie: czy można tłumaczyć chęć kontroli cudzego życia tym, że obu stronom na sobie zależy?

Istnieją ludzie, którzy pragną czuć, że ster jest w ich rękach. Wpychają na pokład swojego statku swoich bliskich, żeby płynąć dokądkolwiek im się zamarzy. Bez konsultacji, ale za to z szaleńczym uśmiechem na ustach. Dopóki pasażerowie statku są nieświadomi swojej sytuacji, potrafią wdychać zapach morza i rozmarzonym wzrokiem wypatrywać celu podróży. Nie zdają wówczas sobie sprawy, że zupełnie stracili kontrolę.

Zdarzyło mi się płynąć cudzym statkiem i okłamywać siebie, że właśnie tego chcę.

Jak nie stracić siebie w relacjach z ludźmi?

Dawniej odpowiedziałabym na to pytanie bardzo prosto: być siebie świadomym. Ale moja samoświadomość nie pomogła mi uchronić się przed utratą siebie. Przez wiele lat kopałam sobie grób i wytrwale hodowałam alternatywną wersję siebie. Taką, która będzie spełniać cudze oczekiwania. Taką, która nie będzie budzić skrajnych emocji. I kiedy już niemal leżałam w swoim grobie, postanowiłam o siebie zawalczyć. Zaakceptować to, że nie muszę podążać za innymi, że mogę przecierać własne szlaki.

Dlatego teraz udzieliłabym innej odpowiedzi. Nie wystarczy być siebie świadomym, aby nie zapomnieć kim się jest. Trzeba o siebie nieustannie walczyć. Stawiać granice i wyraźnie mówić, czego się oczekuje. Ludzie zwykle nie domyślają się, czego im nie wolno robić. Kiedy widzą otwarte drzwi, zaglądają do pomieszczenia. Ale jeśli mimo zakazu wejdą do niego, a nikt im nie zwróci uwagi, zaczną kruszyć na podłogę ciasteczkami i palcować meble. Aż któregoś dnia wyniosą coś wartościowego z uśmiechem na twarzy.

Równie ważne jest wsłuchiwanie się w siebie. Szalenie trudno jest ściągnąć maskę. Nawet przed sobą. Ostatecznie każdy z nas chce stworzyć spójny obraz własnej osoby. Okłamywałam się wiele razy. Myślałam: potrzebuję tego, ponieważ to jest rozsądne. Takie życie będzie dla mnie dobre, tak wybrałby każdy mądry człowiek.

Chciałam postrzegać siebie, jako kogoś racjonalnego. Zapomniałam o emocjach, o tym, co naprawdę dobre we mnie.

Kolejny rozdział

Rozpoczęłam w swoim życiu kolejny rozdział. Czuję zapach świeżych stron, ekscytację i wiarę, że nie popełnię tych samych błędów. Bardzo mądra osoba powiedziała mi niedawno, że warto obserwować swój związek i podsumowywać go co jakiś czas. Postanowiłam, że odniosę to do całego swojego życia. Nie pozwolę sobie iść z prądem, choćby kusiła mnie wygoda tego rozwiązania. Nie pozwolę innym przejąć mojego steru, bo wiem dokąd zmierzam.

Podjęłam wiele trudnych decyzji, których się nie wstydzę. Czuję dumę i wierzę, że powróciłam.

M.


Kliknij w obrazek i dołącz do mojej grupy Dyskusje na poziomie!

Kliknij TUTAJ i polub mój fanpage!

PS wpis nie odnosi się do konkretnej relacji, a ja nie winię nikogo za to, co się działo w moim życiu. Długo nie potrafiłam być ze sobą szczera. Wielu z Was interesuje sprawa związku, którym dzieliłam się we wpisach na tym blogu. Owszem, ten związek zakończył się, jednak ten tekst nie jest o nim. Dlatego można go traktować, jako życiową wskazówkę, a nie wyjaśnienie. 

Jedno przemyślenie nt. „Jak nie stracić siebie w związku i w innych relacjach?

  1. Mogłabym Cię czytać, czytać i czytać. Mam nadzieję, że zmiany, które nastąpiły w Twoim życiu, niezależnie od tego, jak trudne, iloma nieprzespanymi nocami czy łzami wsiąkniętymi w poduszkę obarczone, będą tylko na lepsze! Trzymaj się cieplutko i wierz w siebie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *