wzbudzanie poczucia winy w związku

Wzbudzanie poczucia winy w związku

Czuła się winna. Jej wnętrze przypominało rozkładające się jedzenie w hotelowym pokoju. Było obrzydliwie brudne i proste. Mówił do niej słowami, które wbijały się w nią, jak zakażone igły. Wydawało jej się wówczas, że stoi nad przepaścią i za chwilę on ją popchnie, żeby mogła się zderzyć z własną głupotą i naiwnością. I od tego umrze. Mógłby jej napisać na nagrobku, że zmarła na głupotę, ot co. Wtedy byłoby jej wszystko obojętne. Ale nic się nie działo, po prostu czuła się winna. Bo on widział w niej przyczynę wszystkich swoich nieszczęść. Przez nią nie skończył studiów, przez nią czuł się niezadowolony. Mało zarabiał, jeździł samochodem, na którego widok miał ochotę narzygać komuś za kołnierz. Nie miał dobrych kumpli od gadania o puszczalskich laskach i podwożenia się do domu o piątej rano. Ciągle był w tyle, a kiedy próbował dogonić najsłabszych znajomych, łapał zadyszkę i się poddawał.

Dlatego czuła się winna. Bo mogła mu pomagać, zamiast zwijać się pod ciężarem jego nieszczęść. Ale jeszcze nie jest za późno, teraz zrobi dla niego cokolwiek, co go uszczęśliwi, cokolwiek, co da mu więcej siły.

Wzbudzanie poczucia winy, czyli o paskudnej manipulacji

Mało świadomym siebie ludziom łatwiej jest wdepnąć w gówno i mówić, że to przynosi szczęście. Cieszyć się z łaskotania much, które obchodzą ich ciało. Łykać cudze słowa, jak mocne piwo. I upijać się nimi. Pozwalać im wpływać na swoje życie, na odbiór sytuacji, na wewnętrzny bałagan.

Wzbudzanie poczucia winy w związku nie jest trudne, nie wymaga specjalnej taktyki i umiejętności. Wystarczy mówić drugiej osobie, że jest przyczyną wszelkich bolączek, że przez nią pojawia się zły nastrój i że krzywdzi innych, choćby to nie było prawdą. Później, kiedy stanie się bardziej uległa, wewnętrznie zmięta, smutna i rozkojarzona, można to wykorzystać, sprawić, by zachowywała się w określony sposób.

Im bliższe relacje między dwójką osób, tym łatwiej będzie jedną z nich zapędzać do rogu i patrzeć, jak kruszy się niczym uderzane młotem szkło. Bo wobec bliskich pragniemy być lojalni. Szczerzy i dobrzy. Zależy nam na ich szczęściu i czujemy się w jakimś stopniu za nie odpowiedzialni.

To nie dotyczy tylko związków, ale wszystkich relacji. Matka, która obawia się samotności, będzie wzbudzać poczucie winy w swoim dziecku, aby nie chciało od niej odejść. Opowie mu o tym, że poświęciła dla niego życie, że przez lata nie miała czasu na swoją pasję, bo zmieniała pieluchy, nosiła bachorka na rękach, gruchała i myślała tylko o zdrowych obiadkach. Dostała bzika na punkcie swojego malucha, zapalenia wszystkich kiszek i mózgu. Została zaprogramowana na dziecko. I teraz oczekuje rewanżu, troski, odwrócenia ról. Dlatego sprawia, że jej stary bachorek, który powinien budować swoje własne życie niekoniecznie z klocków lego, wciąż trwa przy mamusi. Bo mu cholernie źle, kiedy pomyśli, że miałby ją zostawić, skoro ona wyrzekła się dla niego swojej młodości.

Wzbudzanie poczucia winy to paskudna manipulacja. To sprowadzanie innych ludzi do roli maskotek, które mają umilać życie, słodko pachnieć i zachwycać miękkością.

Winna, jesteś winna, bo właśnie przez ciebie jestem nikim

– Jestem smutny, przez ciebie jest mi źle.

– Dlaczego? Przecież nic złego nie zrobiłam.

– Przypomniało mi się właśnie, jak opowiadałaś o tym, że pięć lat temu spróbowałaś narkotyków, a później dymałaś się z jakimś kolesiem.

– Przecież nie znaliśmy się wtedy. Teraz jestem kimś innym. Czy przeszłość ma jakiekolwiek znaczenie? Jakikolwiek wpływ na nasze obecne życie?

– Mój zły nastrój to twoja wina! Po co wtedy to zrobiłaś?

– Przepraszam. Naprawdę bardzo cię przepraszam. Gdybym tylko mogła, cofnęłabym to wszystko. Albo chociaż wymazałabym to z naszych pamięci. Przepraszam.

*

– Nie udało ci się nawet skończyć studiów, więc o czym mu tu mówimy?

– A jak myślisz, dlaczego nie udało mi się skończyć tych studiów? Hm, suko? Przez ciebie! Najpierw robiłem wszystko, żeby spędzać z tobą czas, później urodziłaś dziecko i musiałem iść do pracy. Więc to twoja wina.

– Przecież ja cię zawsze wspierałam, ja…

– Gówno prawda! Zawsze to ty chciałaś ładnie wyglądać, więc spędzałaś czas u kosmetyczek. Musiałaś dobrze się najeść i kupić najmodniejsze buciki dla twojego bachora. Nie myślałaś o mnie. Przez ciebie źle mi idzie w pracy, bo nawet pieprzyć się nie potrafisz.

– To też twoje dziecko. Może masz rację, może nie dostrzegałam wszystkiego.

*

– Dlaczego nie zarezerwowałaś nam miejsc w tej restauracji?

– Myślałam, że skoro mnie zapraszasz tutaj, to ty je zarezerwujesz.

– Za dużo myślisz, za mało robisz. Zdecydowanie. I gdzie my teraz usiądziemy?

– Nie wiem, głupio mi.

– To twoja wina, nawet nie mogę przyjemnie spędzić wieczoru. Idiotka.

Bo najważniejsza jest świadomość

Nie chodzi o to, żeby nie mówić drugiej połówce o piekącym niezadowoleniu, smutku albo narastającej złości. O rozczarowaniach, które wypłukują barwy i pozbawiają sensu. O odpowiedzialności, której ciężar spowalnia ludzkie ruchy. Rozmowy są szalenie ważne, nawet ważniejsze niż elektryzujący dotyk, namiętny seks i spojrzenia, w których można czytać. To one pozwalają formować dwa światy. Dopasowywać je do siebie. Przypominają rozgrzewanie w dłoniach plasteliny. Bo musi być ciepła, żeby z niej coś ulepić.

Dlatego istotna jest świadomość, kiedy przekroczona zostaje granica. Kiedy nie chodzi o rozmowę o swoich uczuciach, a o wzbudzenie poczucia winy, wytarmoszenie cudzego wnętrza, zgniecenie go, jakby było puszką po Coli. I później wykorzystanie tego stanu, tej beznadziei, która przykleja się do człowieka, jak guma do dżinsów.

Nie wierzę w dobre intencje wszystkich ludzi, nie wierzę w ich dobre serca z waty cukrowej i czułe gesty, które przywodzą na myśl krainę zamieszkałą przez tęczowe jednorożce. Nie wierzę, że do manipulacji dochodzi przypadkiem, że powód tkwi wyłącznie w ludzkiej nieudolności. Bo istnieją ludzie, którzy żywią się cudzym nieszczęściem, to ich pokarm, to źródło życia. Ludzie, dla których inni są wyłącznie narzędziem, dzięki którym podążają własną, sumiennie wydrążoną ścieżką.

Zamierzone wzbudzanie poczucia winy to manipulacja. To wieszanie kogoś nad głęboką i ciemną przepaścią. I mówienie mu, że sam się nad nią powiesił, że to jego czyny go doprowadziły do momentu, w którym musi za wszystko zapłacić. To wyciąganie do niego dłoni i szeptanie mu do ucha, jak może te winy odkupić. Jak może posklejać swój malutki, posrany światek, robiąc innym dobrze.

M.


Kliknij w obrazek poniżej i dołącz do mojej grupy Dyskusje na poziomie!

Kliknij TUTAJ i polub mój fanpage!

2 przemyślenia nt. „Wzbudzanie poczucia winy w związku

  1. Z tym że warto rozmawiać to dużo racji masz, jeśli dzielimy się z drugą osobą to w swoisty sposób okazujemy miłości bo ufamy jej i dzielimy się jakąś cząstką siebie. Świetny post.

  2. Wiesz, nie wytrzymałabym w życiu z osobą, która próbuje mną manipulować w taki sposób. Kiedy ktoś się stara w ten sposób coś ugrać, zapala mi się lampka alarmowa. I mam nadzieję, że to utrzymam – czasami miłość jest ślepa i nie dostrzega takich rzeczy…
    Szacunek się należy obu stronom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *