w jaki sposób odbierać krytykę w sieci

Bo łatwiej jest wyzywać od zazdrosnych suk, niż zmierzyć się z krytyką

Wśród nas krąży paskudny mit. Jest wygodny, jak babcine buty. I krzywdzący, bo zamyka oczy na to, co istotne. Na prawdę. Na cudzą opinię. Zatrzymuje ludzi w miejscu i szepcze im do ucha, że wszystko jest dobrze, że powinni zatkać sobie uszy i tupnąć nóżką, jak malutkie dziecko. Wierzyłam w niego w dzieciństwie. Starsi karmili mnie nim, a ja jadłam im z rąk, pragnąc by nigdy nie przestawali. To łechtało moje ego. Bo wszystkim nam się wydawało, że jeśli ktoś komuś powie, że zawala swoje obowiązki, jest leniwy, kupił zbyt wyzywające ubranie albo opowiada bzdury, to jest cholernie zazdrosny. Nie ma dobrego życia, potrzebuje maści na ból dupy, a jego wnętrze jest ukiszone, jak ogórki na talerzach podczas niedzielnego obiadu.

Ale to wszystko gówno prawda. To reakcja obronna, popychanie ludzi z zamkniętymi oczami. To ulubiona myśl gwiazd i bombek, które urwały się z choinki.

Hejt kontra konstruktywna krytyka

Wszyscy wpełzliśmy do sieci. Wijemy się w niej niczym robactwo, wrzucamy wyrwane z kontekstu myśli, wypluwamy emocje. Kreujemy swoje życie. Tutaj jest łatwiej. Brakuje kontaktu twarzą w twarz, świdrujących oczu i dotyku. Kusi iluzja anonimowości. Zakładania fikcyjnych kont, pisania obrzydliwych rzeczy. Oblewania innych zimnym kubłem swojej frustracji. Śmiania się z obecnej dziewczyny swojego byłego. Wytykania znanym osobom płaskich dup.

Tutaj nasilił się hejt. Wystarczy nacisnąć enter, żeby obsmarować komuś twarz psią kupą. Napisać, że jest brzydki, głupi albo brzydki i głupi jednocześnie, że ma pedalski głos, tępe spojrzenie i wiejskie pochodzenie. Że powinien umrzeć, skoro dopuścił do tego, że umarło jego dziecko. Że powinien być nabity na pal, bo jest biseksualny.

I nie dziwi mnie, że hejtu się nie akceptuje. Bo to trochę tak, jakby się wpuściło do swojego domu intruza, który krzycząc na całe gardło rozlewa benzynę na meble i je podpala.

Ale zupełnie czym innym jest krytyka. Owszem, jest niemiło, kiedy ktoś mówi, że coś można zrobić lepiej. Albo że mu się coś nie podoba. Jednak sposób, w jaki to robi – czyli kulturalnie wyrażając swoją opinię, nie jest czymś, co powinno się potępiać. To informacja zwrotna, wiadomość, dzięki której wiadomo, w jaki sposób dany tekst, strój, zachowanie albo film – zostały odebrane. I oczywiście, że nie wszystko wszystkim się musi podobać. Gdyby tak było, najprawdopodobniej świat smakowałby, jak wodnisty rosół. Byłby nijaki. Ale jeśli krytyki, tej poważnej i w odpowiedni sposób przekazanej krytyki jest dużo, to istotny znak. Informacja, że należy coś zmienić.

Krytyka nie musi łączyć się z zazdrością, koleżanko

Obserwuję w sieci szalenie niepokojące zjawisko, które sprawia, że wyobrażam sobie ludzi z opaskami na oczach. Ci ludzie są prowadzeni przez innych, tych bez opasek. Oni widzą wszystko i decydują. Wciskają ślepcom do głów cuchnące banały, podkładają im nogi, a kiedy tamci lecą na twarz, opowiadają bajki o wystającej gałęzi. Wszystko sprowadza się do tego, że istnieje jakieś guru i banda zombie, wyznawców, bezkrytycznie zapatrzonych oszołomów.

O guru absolutnie nie wolno mówić źle. Przynajmniej tak mu się wydaje. Nieważne, że też nie masz opaski na oczach, swoje wiesz, masz jakieś przemyślenia. Coś ci zgrzyta w przekazywanych przez niego informacjach, wyczuwasz ściemę, pamiętasz, że w przeszłości mówił coś innego. Jeśli tylko ośmielisz się o tym powiedzieć, szczególnie w publicznym komentarzu, zostaniesz zwyzywany. Od zazdrosnych prostaków, bo kto do cholery nie zazdrościłby mu życia. Tych fanów, którym robi się mokro na jego widok. Tych pieniędzy, którymi podciera krocze. Myślisz inaczej, bo masz ból dupy, bo mieszkasz w klatce i żresz codziennie chleb z pasztetem. Nie kawior, ani sushi. Żałosny chleb z pasztetem.

Zombie szybko łapią tę myśl. Później bronią swoich guru, pisząc: zazdrościsz jej po prostu, do niczego sama nie doszłaś! Spójrz na swoje profilowe, a dopiero później pomyśl, czy powinnaś się wypowiadać! Pewnie sama nie masz żadnego celu w życiu, tylko leżysz przed telewizorem i krytykujesz lepszych od ciebie!

Uwaga, uwaga. Chęć przekazania komuś, że postrzega się coś inaczej, powiedzenia, że według nas robi coś źle – absolutnie nie musi łączyć się z zazdrością. Ale tak myśleć jest łatwiej. Bo można przymknąć oczy na własne niedoskonałości.

Publikując, spodziewaj się krytyki

Rzadko komentuję cudze teksty, jeszcze rzadziej je krytykuję. Nie czuję takiej potrzeby. Zdarzyło mi się napisać obszerny komentarz pod postami blogerów, z którymi się nie zgadzałam. Nigdy nie liczyłam na to, że zmienią zdanie, ani nie wkurwiałam się, jeśli w ich głowie nie przeskakiwał jakiś magiczny element i nie przyznawali mi racji. Sama również liczę się z tym, że komuś się może nie spodobać coś, co napiszę. W końcu wpuszczam ludzi do swojego internetowego domu, do swojej głowy, do samego wnętrza.

W tworzeniu produktu albo tekstu chodzi o to, by dotrzeć do ludzi, którzy będą się tym jarać. Cokolwiek to będzie, spotka się z ich aprobatą. Ktoś inny, ktoś spoza głównej grupy odbiorców, może uznać, że to bubel. Ale on też ma prawo głosu, on może mówić o swoich wątpliwościach, może krzyczeć, że to nie dla niego. Może też zauważyć coś istotnego. Mieć świeższe spojrzenie, dać przydatną radę.

Dlatego nie powinno zamykać się na krytykę. Jasne, że nie należy całej jej połykać, a później chodzić strutym, jak po przeterminowanym jedzeniu. Ale można z jej wyłuskać to, co najważniejsze. Wejść w skórę tej drugiej osoby i zrozumieć, jak myśli. I zabrać coś ze sobą, wzbogacić się o nowe myśli.

Nie tylko zazdrosne suki wyrażają w sieci swoje zdanie, nie tylko one myślą inaczej. Krytyka jest nam wszystkim szalenie potrzebna. Dzięki niej unosząc się w chmurach, liczymy się w ewentualnym upadkiem. Dzięki niej się doskonalimy. Wyłapujemy swoje błędy.

M.


Kliknij w obrazek i dołącz do mojej grupy Dyskusje na poziomie!

Kliknij TUTAJ i polub mój fanpage!

2 przemyślenia nt. „Bo łatwiej jest wyzywać od zazdrosnych suk, niż zmierzyć się z krytyką

  1. To jest tak: krytyka konstruktywna jest potrzebna, a i owszem ale:
    – Nie każdy jej chce. Ja wiem i zgadzam się: jeśli publikujesz coś prywatnie, dajesz dostęp, otwierasz drzwi do zabrania głosu innym. Co nie oznacza, że człowiek piszący PRAGNIE zmieniać swoje pisanie, swoje życie pod wpływem czyichś sugestii , a tym bardziej krytyki.
    – Z krytyką trzeba uważać, jakiego gruntu dotyczy; jeśli chodzi o sprawy techniczne (krytykuję ,rzecz jasna cały czas konstruktywnie, bo są we mnie pokłady empatii….) to okej, można się pokusić. Jeśli zaś chodzi o gust (dot. hobby na przykład, albo mody) uważam, że lepiej zamilknąć na wieki 🙂
    O życie osobiste- aż się prosi by komentować czyjeś wybory, styl życia! Ale trzeba zawsze pamiętać, że nie znasz myśli, wartości, ani wszystkich okoliczności osoby, która o czymś pisze.

    W przeszłości, takiej offline, ludzie często prosili “Ja cię proszę, tylko nie komentuj/Nie życzę sobie twoich komentarzy na ten temat” – jakby z góry wiedzieli, ze komentarz = krytyka :))
    Może czasem rzeczywiście lepiej nie odzywać się w ogóle, niż nieproszonym?
    Ale ciekawy temat zapodałaś, anyway.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *