jak pokonać nieśmiałość

Od nieśmiałej dziewczyny do przebojowej kobiety – czyli jak pokonałam nieśmiałość

Podstawówka. Siedzę na niewygodnym krześle, twardym jak podłoga. Nauczycielka stoi w rogu klasy i przygląda się okrągłym buziom swoich uczniów, słodkim niczym lukrowane pączki. Czuję się przytłoczona. Ludźmi i tym budynkiem, którego ściany mogą w każdej chwili na mnie opaść, jak w sennym koszmarze.

– Kto chciałby zaśpiewać tę piosenkę na przedstawieniu, które odbędzie się w przyszłym miesiącu? – Wszyscy przez chwilę słuchamy utworu.

Cisza. Nikt nie podnosi ręki, nikt się nie odzywa. Nauczycielka ponawia pytanie, a ja walczę ze sobą. Chciałabym porzucić rolę nieśmiałej dziewczynki i zapomnieć, że kiedykolwiek nią byłam. Wyobrażam sobie, że śpiewam przed wszystkimi. Że stoję na scenie i nie odczuwam ciężaru bijącego zbyt szybko serca. Podnoszę rękę.

– Ja mogłabym zaśpiewać.

– Och, Marta. Myślę, że nie. Jesteś zbyt nieśmiała.

Nieśmiałość i kompleksy, czyli jak przespałam kilkanaście lat swojego życia

Nieśmiałość przypomina niewidzialną klatkę. Szalenie trudno jest się z niej wydostać i nawiązać kontakt z ludźmi. W dzieciństwie cierpiałam na brak koleżanek, tych od częstego wychodzenia z domu, opowiadania sobie różnych historii i plotkowania o chłopakach. Niektórzy wykorzystywali moją nieśmiałość i ogólne wycofanie, żeby mnie krytykować. Absolutnie nie mam im tego teraz za złe. Byliśmy dziećmi, nasz świat rządził się brutalnymi prawami. Był czysty od wpajanej nam później moralności.

W końcu im gorsza się czułam, tym łatwiej było mi wejść na głowę. Odczuwałam trudność, kiedy tylko miałam otworzyć usta i wydusić coś z siebie, co gorsza do obcej osoby. Paraliżowało mnie. W kolejce do kasy, podczas lekcji, na korytarzu szkolnym, u lekarza i na wyjeździe wakacyjnym. Ba, właśnie dlatego nie byłam nigdy na żadnych koloniach.

W gimnazjum zaczęłam powoli wychodzić z klatki, opuszczać strefę nieśmiałości, ale to wciąż nie było to. Przeszłam okres buntu, podczas którego nawiązywałam niekorzystne znajomości, intensywnie się malowałam, specyficznie ubierałam i opuszczałam lekcje. Później, kiedy w liceum wszystko pozornie powróciło do normy, a ja miałam kilku dobrych znajomych, wpadłam w pułapkę kompleksów. Nie lubiłam siebie, a więc nie rozumiałam, jak mogą lubić mnie inni.

Dopiero na studiach postanowiłam pokonać nieśmiałość i zawalczyć o siebie. Poznawać ludzi. Patrzeć w lustro i myśleć o sobie przede wszystkim dobrze.

Jak pokonałam nieśmiałość

Zanim stałam się pewną siebie kobietą, przeszłam długą drogę i latami próbowałam pożegnać się z nieśmiałą dziewczynką, którą wyhodowałam wewnątrz siebie, w samym sercu. To nie było proste. Przede wszystkim dlatego, że czułam się nią, że definiowałam siebie poprzez nieśmiałość. Być może, gdyby teraz spotkali mnie znajomi z różnych etapów mojego życia, trudno byłoby im mnie poznać. Albo, o zgrozo, zamieniłabym się przy nich ponownie w tę dziewczynkę, chociaż to niemal nieprawdopodobne.

Walkę z nieśmiałością zaczęłam od znalezienia takiej wersji siebie, w której jest mi najlepiej. Owszem, mam na myśli również dobór ubrań i dbanie o sylwetkę, a nawet makijaż. I nie chodzi o to, że ja tym wszystkim maskuję prawdziwą siebie. Bo ja nie jestem tą kobietą z grubymi udami, bez makijażu i w starym dresie. Od niedawna wróciłam na siłownię i poza tym, że już dostrzegam wysmuklenie sylwetki po intensywnych treningach, to mam szalenie dobry nastrój. Znowu malowanie twarzy sprawia mi radość. Lubię nakładać cienie na powieki i malinową pomadkę na usta. Tak jak mężczyźni lubią dbać o swoje samochody.

Poznawanie nowych ludzi sprawia, że czuję nieustanną ekscytację i ciekawość. Słuchanie ich historii i wyciąganie tego, co siedzi w ich głowach, oznacza naukę. Bez oceniania. Bez próby naprawiania ich świata, zszywania go własnymi igłami, które zupełnie nie pasują do odmiennej rzeczywistości. Ale żeby znaleźć się w nowym towarzystwie, musiałam się przełamać. Cały ten proces, wyrzucanie z siebie nieśmiałej dziewczynki, łączył się z przekraczaniem własnych granic. Z bólem. Z pojawianiem się w miejscach, które mnie stresowały.

Bywało, że zanim doznałam radości z postępu w relacjach z ludźmi, długo musiałam ze sobą walczyć. Zmusić się do czegoś. Przedkładać racjonalne myślenie nad emocje. Bo chociaż nasze ciało daje nam czasem istotne sygnały, warto zrobić im na przekór.

Niedawno wzięłam udział w szalonej akcji, która budziła we mnie skrajne emocje, aż do momentu, kiedy wszystko się zaczęło. Bo później liczyli się już tylko ludzie. Ich historie, brzmienie głosu, mimika. A ja czułam dumę. Czułam, że przeskoczyłam kolejną niewidzialną przeszkodę, wygrałam w walce z nieśmiałością. Dokonałam tego wychodząc ze znajomym na ulicę, jak totalny obłąkaniec, z tablicą, na której było napisane „pytanie dla odważnych” i kubkiem z pytaniami. Przechodnie podchodzili do nas, losowali pytania i dyskutowali. Nikt się z nas nie śmiał, nikt nie krytykował.

To był ważny moment w moim życiu. Obdarcie się ze wstydu.

Wyzwolenie

Nie chcę się zatrzymywać. Kolejną barierą, kolejną moją nieudolnością, która mnie zawstydza, jest porozumiewanie się w językach obcych. Pragnę to zmienić i poczuć się śmielej również podczas rozmów za granicą. Marzę o ciągłym otaczaniu się ludźmi, o mierzeniu się z innymi kulturami i sposobem myślenia. Nie wejdę już do niewidzialnej klatki, nie będę karmić nieśmiałej dziewczynki złudzeniami, że kiedykolwiek powróci.

Teraz czuję się sobą. Jestem lekka i odważna. Żądna nowego, nieustraszona. To dla mnie istotna chwila, czas poznawania świata od nowa. Dostrzegam w nim kolejne możliwości i wychodzę swoim lękom naprzeciw. To jak obudzenie się w innym miejscu, bardziej kolorowym i intensywnym. Jak bieganie po wyśnionej łące z szerokim uśmiechem na twarzy.

M.


Kliknij w obrazek i dołącz do mojej grupy Dyskusje na poziomie!

Kliknij TUTAJ i polub mój fanpage!

6 przemyśleń nt. „Od nieśmiałej dziewczyny do przebojowej kobiety – czyli jak pokonałam nieśmiałość

  1. Świetny wpis dla osób które są nieśmiałe. Sam jestem ale przy tych co dokuczają mojej osobie, ale jakoś przy dziewczynie czy obcych osobach mam jakby mniejszy ale mam go na dal i umiem go jakoś czasem przełamać. Motywacyjny wpis, można nauczyć się trochę z niego.

    Pozdrawiam ciepło.

  2. Dla mnie nieśmiałość to również problem, z którym ciągle walczę. Czasem się niesamowicie otworzę, co zaskakuje mnie samą. A czasami się kompletnie zamknę, znów się czuję źle ze sobą i zapominam języka w gębie. Nie zawsze rozumiem skąd te wahania. Staram się coś z tym zrobić, bo to męczy, wiem, że wtedy nie jestem sobą – choć wielu się sugeruje, że nieśmiałość to moja natura.

  3. Jakbym czytała o sobie 🙂 Tyle że ja w podstawówce miałam dobry okres ale wraz z wiekiem dojrzewania, gimnazjum i potem też liceum stałam się właśnie taka jak Ty byłaś. Teraz ciągle się zmieniam, także pod kątem rozmów w innym języku ponieważ postanowiłam wyjechać za granicę. A granice sa po to żeby je pokonywać ;)Powodzenia dla nas obu ;*

  4. Bardzo dobrze Cię rozumiem. Można by rzecz, że miała w życiu tak samo, a do tego wychowałam się w bardzo rygorystycznej rodzinie, gdzie nic mi nie było wolno. Dopiero okres studiów był momentem, w którym zawalczyłam o większą pewność siebie 🙂 Nie ważne jest kiedy pokonamy nieśmiałość, ważne aby wgl się zdobyć na ten krok 🙂
    Pozdrawiam,
    http://isabellart.pl/

  5. Bardzo ciekawy tekst. Nie mogę powiedzieć, że temat jest mi obcy. Niestety w przeciwieństwie do Ciebie ja wciąż siedzę w mojej klatce, wciąż próbuję się z niej powolutku wydostać. Baby steps Mam nadzieję, że pojawi się jeszcze parę wpisów o tej tematyce. Inaczej czyta się coś napisanego przez osobę która w danym miejscu była i pokonała przeciwności Pozdrawiam i lecę czytać resztę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *