Kiedy należy zakończyć związek?

Nie chcę z nim być – myślałam, chociaż nie przypuszczałam, że decyzja o rozstaniu spadnie na mnie tak niespodziewanie. Jak człowiek wyskakujący przed pędzący samochód, abo ból podczas imprezy urodzinowej, w dodatku własnej. Miałam osiemnaście lat. Byłam z chłopakiem o trzy lata starszym, mądrym, porządnym i dobrze postrzeganym przez moje otoczenie. Czego mogłam chcieć więcej? Czy nie powinnam czuć się wówczas szczęściarą, skoro moje koleżanki wciąż zmagały się z typami spod ciemnej gwiazdy, albo były cholernie samotne? Czy nazywanie mnie egoistką, kiedy zakończyłam związek, było słuszne?

Dręczyły mnie wyrzuty sumienia. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego nie pałałam do niego gorącym uczuciem. Przecież wszystko było, jak być powinno. Dobrze, miło, bez większych zmartwień. Koleżanki mówiły, że coś ze mną nie tak. Że nie zostawia się takiego chłopaka. Tyle, że niedługo po rozstaniu czułam się, jakbym zrzuciła z pleców kilka cegieł. Lekko, swobodnie, radośnie. Żyłam w zgodzie ze sobą.

Nie chcę z nim być, ale może jakoś jeszcze się ułoży…

Słyszałam niejednokrotnie opowieści osób, które tkwiły w martwych związkach. Bez uczucia, ale z nadzieją, że w przyszłości będzie lepiej. Owszem, każda relacja przechodzi kryzysy. Nie zdarza się, żeby latami było między ludźmi tak gorąco, jak na samym początku ich wspólnej drogi. Może być cieplej i zimniej. Jednak uczucie nie wygasa. Choćby przytrafiały im się szalenie trudne sytuacje, wciąż czują, że pragną ciągnąć tę skomplikowaną relację, jaką jest związek.

Nie chcę tego związku, nie kocham go, ale jeśli zerwanie będzie błędem? – Zabawne. Dokładnie taka myśl przeszła mi przez głowę, kiedy minęły dwa lata od poprzedniego rozstania. Niemniej nie zdążyłam nic zrobić, ponieważ okazało się, że jesteśmy jednomyślni. Ówczesny chłopak zerwał ze mną przez telefon o siódmej rano, mówiąc: zmieniłem status na Facebooku, nie chcę już z tobą być. Pokazał mi tym samym, że moje wahania były zbędne.

Najprawdopodobniej brodziłabym w tym błotku nieszczęścia jeszcze kilka miesięcy, gdyby nie jego ruch. Próbowałabym reanimować wyschniętego trupa, czyli nasz związek, zamiast przyjąć do wiadomości, że nic go już nie ożywi. Nie ma takiej siły.

Jednak problem reanimowania wyschniętego trupa, to nie tylko moja dawna przypadłość. Zmaga się z nią wiele osób. Bo kosmicznie trudno jest pomyśleć: nie chcę z nim być i wiem, że już nam się nie ułoży.

Kiedy należy się rozstać?

Lubię myśleć, że kończąc związek, w którym uczucia przypominają liście późną jesienią, człowiek rozstaje się również ze swoimi złudzeniami. To odważny i nieprzyjemny krok. W grę wchodzi przecież druga osoba, która może wciąż kochać i myśleć o wspólnej przyszłości. Ruch utrudnia dodatkowo przywiązanie i przyzwyczajenie. Dziwnie jest nie widzieć na co dzień kogoś, z kim spędzało się mnóstwo czasu. Nie czuć zapachu kawy w kuchni o siódmej rano, nie chodzić do ulubionej kawiarni, ani nie otrzymywać miłych wiadomości. Rozstaniu nie sprzyja również posiadanie wspólnych dóbr, albo co gorsza – dzieci.

Istnieją jednak takie okoliczności, które skłoniłyby mnie do rozstania. I śmiem sądzić, że innych również.

Przemoc w związku

Usłyszałam kilka razy w życiu od różnych mężczyzn zdanie, na myśl którego przechodzą mnie ciarki. Mianowicie: mógłbym kobietę uderzyć. Oczywiście istnieją również kobiety w roli kata. Poza tym przemoc nie ogranicza się wyłącznie do lania partnera po ciele, choćby miał z bólu zemdleć. Występuje także przemoc psychiczna, seksualna i ekonomiczna. To znaczy, że jeśli partner sprzeda wspólne rzeczy bez uzgodnienia tego z drugą stroną, albo będzie wyzywał ją od tłustej świni, która nic w życiu nie potrafi osiągnąć, również będzie dopuszczać się przemocy. Ba, można zgwałcić nawet własną dziewczynę albo żonę. I seks pod presją lub bez zgody też jest przemocą.

Myślę, że przemoc w związku, albo choćby pierwsze jej sygnały, to wystarczający powód, aby się z kimś rozstać. Nie wyobrażam sobie być z kimś, kto potrafiłby mi poobijać twarz, bo nie spodobałoby mu się to, jaką szynkę na kolację kupiłam. Albo moje wyjście z przyjaciółką. Nie byłabym w stanie zaakceptować wyzywania mnie, poniżania i traktowania, jakbym była mniej warta niż brudna szmata do podłogi. Nie mogłabym uprawiać seksu, na który nie miałabym ochoty. Ani dzielić swoich rzeczy z osobą, która miałaby w poważaniu współwłasność.

Związek z litości

Myślenie o cudzych uczuciach z większą uwagą niż o swoich, może być prostą drogą do stworzenia niezdrowego związku. Takiego, w którym jedna osoba kocha, a druga wyłącznie martwi się samopoczucie tej pierwszej. Nie doświadcza niczego poza troską i obawą przed zranieniem swojego partnera. Czy to nie szaleństwo? Czy warto tracić miesiące albo nawet lata na taki związek?

Sądzę, że związek z litości jest fatalnym rozwiązaniem. Szczególnie, że partner świadomy braku swojego uczucia unieszczęśliwia siebie. I także tutaj jedynym rozwiązaniem jest rozstanie się. Przecież miłości nie da się siłą uaktywnić. Nie istnieje żaden włącznik, ani nawet magiczny lek, który pozwoliłby kochać.

Brak miłości

Zwykłam postrzegać zakochanie jako uczucie, które jest poza moją kontrolą. Natomiast miłość jest dla mnie następstwem zakochania, jego dojrzalszą formą, która wymaga pracy i zaangażowania dwójki partnerów. Niemniej jeśli zakochanie przemija, a związek staje się nudny, niczym reklama proszku do prania, dzieje się coś niepokojącego. Istnieją wówczas dwa rozwiązania. Można próbować reanimować prawie martwy związek albo go zakończyć. Wszystko zależy od uporu partnerów. Mimo wszystko starania mogą pozostać bez rezultatów, a jeśli stan bez uczuć zdaje się ciągnąć w nieskończoność, warto wziąć pod uwagę możliwość, jaką jest rozstanie.

Moje poprzednie związki najczęściej kończyły się właśnie z powodu braku miłości. Początki były przyjemne i ekscytujące. Poznawałam nową osobę, spędzałam z nią czas w nieznany dotąd sposób. Czułam się, jak dzieciak trzymający w dłoniach nowego i ślicznego misia. Później przychodziło życie. Nie byłam dość dojrzała, by zrozumieć, jak wygląda praca nad związkiem. Dopiero w obecnym udało mi się połączyć miłość z pożądaniem.

Związek bez konsekwencji

Inaczej związek, w którym dwójka ludzi umawia się na seks. Tyle, że bez uczuć. Chodzi wyłącznie o współżycie, przyjemność, flirt i zabawę. Niestety bywa, że zakochanie dopada jedną ze stron. Nie mogłabym uczestniczyć w relacji, w której czułabym się niekochana, chociaż sama darzyłabym partnera sporą dawką emocjonalnych słodkości. To trochę tak, jakbym codziennie obcinała sobie po palcu. Znęcała się nad sobą.

Jeżeli złamało się zasady gry, a partner nie ma zamiaru tworzyć normalnego związku, trwanie w tej relacji może być szalenie bolesne. I niepotrzebne.

Kosmicznie trudna decyzja

Czy osoba, która kończy związek naprawdę zasługuje na nazywanie jej egoistą? Czy zawsze powinna być stawiania w złym świetle? Czy jej decyzja nie może być tą właściwą? Sądzę, że przytoczone przeze mnie przypadki sprawiają, że rozstanie można także postrzegać jako dobry ruch. Owszem, to trudna decyzja. Zwykle krzywdząca dla co najmniej jednej strony związku. Jednak nie warto tkwić w związkach, w których miłość ogląda się wyłącznie w filmach, a siniaki po bójkach to normalka.

Związek, który ma szanse przetrwać niezwykle nieprzyjemne wydarzenia, to związek opierający się na miłości, zaangażowaniu, czułości i zrozumieniu. Nie ma tutaj mowy o byciu ze sobą, żeby po prostu być. Żeby kogoś mieć. Zaspokoić swoją potrzebę bliskości. To skomplikowana relacja i sądzę, że rozstanie bywa lepsze od reanimowania trupa, a już na pewno od znoszenia przemocy.

M.


Kliknij w obrazek i dołącz do mojej grupy Dyskusje na poziomie!

Aby polubić moją stronę na Facebooku, kliknij TUTAJ!

8 przemyśleń nt. „Kiedy należy zakończyć związek?

  1. Mam wrażenie, że nie jesteś zwolenniczką naprawy, rozmowy, prób zmiany. Faktycznie czasem przychodzą takie momenty, że patrząc na osobę którą kochamy, czujemy wręcz odrazę, nie mamy ochoty na żadne pieszczoty, o seksie nie wspominając. Ale za coś się tą osobę wcześniej pokochało. Może warto znaleźć przyczynę? Uczucie samo w sobie nie wygasa. Ok, jeżeli ktoś stosuje przemoc, należy zakończyć związek, ale dlaczego tak sceptycznie podchodzisz do walki o drugą osobę w przypadku zwykłego przygaśnięcia ogromu zakochania? W pewnym momencie związku miłość staje się inna niż na początku, jest dojrzalsza, nie przejawia się zabraniem na randkę, podarowaniem kwiatów (choć zawsze warto pamiętać o takich drobnostkach umilających rutynę). Według mnie lepiej naprawiać niż skazywać na straty, a twój post właśnie do tego “zakańczania” bardzo namawia. Pozdrawiam 😉

    1. Napisałam mnóstwo tekstów o tym, jak naprawić związek. O tym, że miłość jest inna też wspominałam. Jednak są sytuacje, kiedy nie da się już związku naprawić. I wtedy, żeby nie cierpieć lepiej odpuścić. 🙂

  2. Związki, które reanimuje się jak trupa to naprawdę trudne związki. Z własnego doświadcza wiem, że można być z kimś ponad rok i z czasem przestawać cokolwiek czuć do tej osoby. To trudne decyzję, ale musimy pomyślec o naszym szczęściu.

  3. Miałam taki moment w związku po 6 latach, chciałam się rozstać; płakałam po nocach, czułam się nieszczęśliwa niedoceniania…. tkwiłam tak kolejne dwa lata…. po tych dwóch latach- on uciekł z dnia na dzień, spakował się, bo on chce być sam trochę pobyć ze sobą. Okazało się, że doradzali mu koledzy, a po tygodniu mieszkał już u innej…. tej, którą wyzywał od ku*ew… mi zostawił na głowie kredyt i nieskończony remont. Bolało jak cholera…. chociaż poczułam ulgę…. minęło dwa lata- mam świetnego faceta, awansowałam, skończyłam remont, uporałam się z kredytem, zwiedziłam więcej niż przez 8 lat z nim. A on? Udaje ojca dla dziecka tamtej rozstają się co pół roku na miesiąc… zadłużony jest na ok 20tys (dług już u komornika)…. teraz mogę postawić w podzięce skrzynkę wódki jego znajomym za uwolnienie mnie od tego 🙂

  4. Rozstanie z osobą, którą jeszcze darzymy uczuciem to niesamowicie ciężka sprawa. Tym trudniej je znieść jeśli przez tą osobę zostaliśmy np. zdradzeni. Niestety akurat to znam z autopsji i nawet najgorszemu wrogowi nie życzę, żeby znalazł się w takiej sytuacji. Co prawda przeczuwałam już od pewnego czasu, że mąż może mieć inną kobietę i skorzystałam z pomocy zawodowca, który dostarczył mi dowody na to, że miałam rację. Bardzo bolało 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *