Leżałam pod wodą, nie mogłam się ruszyć

Śnię czasem, że zakrywa mnie olbrzymia fala, a ja nie mam siły z nią walczyć. Jestem za słaba, by się ruszyć. Nie mogę oddychać. Przykrywa mnie ciężka warstwa wody, więc wstrzymuję oddech. Czuję narastającą panikę. Kiedy się budzę, łapię szybko powietrze. Powracają dziecięce wspomnienia. Te chwile w mojej głowie wciąż są wyraźne, najpewniej dlatego, że odtwarzałam je tysiące razy. Jak film, który nigdy się nie nudzi. Myślę o ludziach, których nikt nie zauważył, gdy potrzebowali pomocy. O przerażonych dzieciach i ich walce o życie. O beztroskich rodzinach tych dzieci, myślących: dlaczego nas miałoby spotkać coś takiego? Niemożliwe.

Niektórzy wychodzą z założenia, że mówiąc o tragediach, ściągną je na siebie. Że wyrzucając z głowy pewne obrazy, można się przed nieszczęściem uchronić. Powinno być wedle ich założenia radośnie, bez zbędnych trosk. Jeśli się schrzani, wtedy pomyślą. Albo będzie za późno. Bo ludzkie życie nie jest do odkupienia, kończy się i już. Koniec kropka. Dlatego należy być czujnym, brać pod uwagę paskudne scenariusze.

Historia dziewczynki, która się topiła

To był jeden z tych gorących dni, przywodzących na myśl odprężające leżenie w słońcu, zapach wody i piski szczęśliwych dzieci. Lubiłam pływać, moczyć nogi w basenie i nurkować z otwartymi oczami. Nieważne, czy woda była zimna. Albo czy kąpielisko było przepełnione tłumem ludzi, którzy z oddali przypominali mrówki. Byłam za mała, by zrozumieć, że gdyby doszło do tragedii , najpewniej nikt mi nie pomoże. Przekonałam się później w życiu wiele razy, że człowiek na nieszczęście nieraz patrzy, jakby oglądał jakąś pieprzoną wystawę w muzeum. Szybka reakcja, obserwowanie innych, bezinteresowna pomoc? Błagam, jeśli już się to przydarzy, trąbi się o tym, jak o śmierci światowej sławy.

Wchodząc po zimnych szczeblach drabinki, która prowadziła na zjeżdżalnię, czułam niepokój. Wokół mnie przybywało dzieci. To były jeszcze czasy, kiedy rodzice spokojnie siedzieli na kocach, a dzieciaki oddawały się zabawie w wodzie. Moja mama mnie pilnowała. I kiedy wchodziłam na tę zjeżdżalnię bez jej wiedzy, ponieważ stanowczo mi tego zabroniła, nie zdawałam sobie sprawy z konsekwencji swojego wybryku.

Dotarłam na samą górę, prawie miałam zjechać do zupełnie niepłytkiego basenu. Jednak ogarnął mnie strach, który kazał mi stanąć tam, jak mały słupek, zablokować kolejkę niecierpliwych dzieci i zmusić je do okrucieństwa. Krzyczały na mnie, że mam jechać. Tym bardziej nie mogłam się ruszyć. Później poczułam brutalne uderzenie. Nie pamiętam, czy to był chłopiec czy dziewczynka. Pod wpływem pchnięcia, w przerażającym tempie sunęłam po mokrym od wody metalu. Nie miałam czasu, by zawołać mamę. To trwało sekundy. Cały świat zawirował mi przed oczami.

Pod wodą nie mogłam się ruszyć. Czułam się, jakby uwięziono mnie w podwodnej pułapce, przygwożdżono do jednego miejsca. Otwierałam szeroko oczy, widziałam ludzi przechodzących tak blisko, że gdybym mogła, złapałabym się ich i wyszła ponad powierzchnię. Ale nie mogłam. Jedną ręką i nogą dotykałam dna. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego moje ciało jest zablokowane. Dlaczego nikt mi nie pomaga, chociaż ja już nie mam siły, żeby dłużej wstrzymywać oddech. Przeszyła mnie świadomość, że dłużej mogę nie dać rady.

Ku zaskoczeniu niektórych, cały czas myślałam. Nie doświadczyłam pustki w głowie, mimo wieku. Ba, rozumiałam, w jakiej sytuacji się znajduję. I znane było mi pojęcie śmierci.

Poczułam szarpnięcie. Z wody wyłowiła mnie mama, a ja kaszlałam i z trudem łapałam powietrze. Nie mam pojęcia, jak długo leżałam na dnie basenu. Ale wiem, że te minuty ciągnęły się w nieskończoność, odmieniając mnie na zawsze.

Nad wodą się bawić, znad wody nie wrócić

Wspomnienia z momentu, gdy nieruchomo leżałam pod wodą, traktuję jako przestrogę. Nie chcę o tym nigdy zapomnieć. Ważne, choć tragiczne przeżycie, otworzyło mi umysł na to, jak łatwo jest stracić kontrolę nad swoim życiem. Bez względu na wiek, rozwój ciała, wszelkie umiejętności, czy inteligencję. Wciąż pamiętam, jak spotkałam podczas spaceru z mamą dwójkę starszych ludzi, wpatrujących się w zbiornik z wodą.

– Utopił się nasz maluch, nasz wnuk. – Wydusiła z siebie starsza kobieta, zgarbiona, smutna.

– Tutaj? Co się stało?

– Nie, w domu. W baseniku malutkim z wodą. Nie patrzyli przez chwilę, a on już nie żył.

Innym razem moja mama odebrała telefon z szalenie przykrą wiadomością. Zadzwoniła kobieta z naszej rodziny i opowiedziała o niedoszłym mężu swojej siostrzenicy, który spod wody nie wyszedł. Wygłupiał się ze znajomymi, nurkował, śmiał się. Zanurzył się. Trup.

Byłam kilka dni temu nad Morzem Bałtyckim. Jest jedna rzecz, która mnie cieszy – dzieci mają ubranka. Nie chodzą już nagie, mam nadzieję, że to za sprawą wzrostu świadomości rodziców, a nie modnych ciuszków. Nikt nie może cyknąć fotki golutkiej dziewczynce i chłopczykowi. Ale kilkuletnie szkraby, szczególnie jeśli rodzina ma ich na głowie więcej niż dwójkę, często biegają po brzegu same. I wchodzą do wody. To szalenie niebezpieczne.

Powstało wiele tekstów, dzięki którym wiemy, że tonący człowiek rzadko krzyczy, woła o pomoc, zachowuje się, jak w serialu. Ludzie zaczynają rozumieć, że dziecko albo dorosły może wyglądać, jak podczas nurkowania, a w rzeczywistości nie jest w stanie się wynurzyć spod wody. Trzymam się tego, że woda nie jest rajem dla człowieka. Łatwo jest stać się jej ofiarą. O tym należy pamiętać, pakując basenowe ręczniki, albo okulary przeciwsłoneczne.

Skutki

Wody nie unikam, jednak z wiekiem zraziłam się zupełnie do pływania pod jej powierzchnią. Gdy byłam mała, łatwiej było mi przełamać strach. Często o tym w ogólnie nie myślałam. Jednak wspomnienia zaczęły powracać i nasiliła się niechęć. Zrezygnowałam z nurkowania w Egipcie, bo już podczas prób z butlą na dnie zatoczki, czułam narastającą we mnie histerię. Irracjonalny lęk, że pozostanę na dnie, dominował nad argumentami przemawiającymi za tym, że to niemal niemożliwe. Przecież schodziłam na dno z doświadczonym nurkiem. Później zazdrościłam lubemu, który głęboko nurkował, oglądając piękne ryby i roślinność.

Nie chciałabym zniechęcić dzieci, które być może w przyszłości wydam na świat, do zabaw w wodzie. Ale będę pamiętać o tym, żeby je uczulić na ewentualne skutki takiej rozrywki. Chciałabym, żeby były czujne. Bo ja będę zawsze.

Zwracajcie uwagę na swoich bliskich w wodzie, nie pozostawiajcie ich samym sobie. Życie to szaleństwo, ale czasem przed nieszczęściem można się uchronić. Bo nie ma niczego gorszego, niż świadomość, że można było inaczej. Ostrożniej.

M.


Jeśli Ci się u mnie spodobało, polub mój FANPAGE, aby być na bieżąco z moimi tekstami!

Fajny INSTRAGRAM również prowadzę!

5 przemyśleń nt. „Leżałam pod wodą, nie mogłam się ruszyć

  1. Jak byłam mała, poślizgnęłam się i prawie wpadłam do jeziora. Uratował mnie kolega, złapał mnie za rękę. Strasznie to przeżyłam, mimo tego, że do wody nie wpadłam. Ale myśl, że tak mało brakowało, napawała mnie lękiem. Zawsze z wielką uwagą pilnuję syna, kiedy jedziemy nad jezioro. Nie spuszczam go z oka. To tylko chwila i nieszczęście gotowe.

  2. Pięknie piszesz! Będę zaglądać częściej.
    Ostatnio oglądałam film, na którym maluch się topił w basenie pełnym ludzi. To, co wstrząsało to fakt, że nie wyglądało to tak jak na filmach- nie krzyczał, nie machał rękami. Koncentrował się na przeżyciu i łapaniu powietrza. Na szczęście wypatrzył do ratownik, ale niewiele brakowało do tragedii. Gdzie są wtedy rodzice?

  3. Woda to okrucieństwo. Nigdy nie nauczyłam się dobrze pływać przez wypadek na basenie.
    Ja mam trochę inny uraz, w morzu nie mam oporów przed pływaniem (chociaż robię to jak żółw) ale w basenie dostaję paniki i nie potrafię pływać. Wszystko przez wypadek, jaki miałam w podstawówce. Wtedy zamiast wf były lekcje pływania. Wredna kobieta, która “uczyła” nas pływać kazała mi się puścić krawędzi basenu i płynąć (wtf przecież nie umiałam pływać) głębokość była na ok. 3-4 metrów (dokładnie nie pamiętam). Kiedy puściłam się krawędzi zaczęłam tonąć, ogarnęła mnie panika. Nie wiedziałam co się dzieje, zaczęłam schodzić na dno. Wredna kobieta mnie wyciągnęła i jeszcze się wydarła, że co ja robię, że nie umiem pływać jak inne dzieci. Kurde przecież miałam tylko 8 lat. To był mój ostatni dzień na basenie. Od 17 lat byłam już tylko raz na basenie i nie mam ochoty pojawiać się w tym zbiorniku wody.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *