jak być sobą w związku

Sztuka bycia sobą w związku

Szminka. Koniecznie trwała, żeby pocałunki nie zmyły jej z warg. Sukienka. Dziewczęca, uchylająca rąbka tajemnicy, jak zmysłowe jest ciało. Najlepsza, jaka wisi w szafie. Chociaż nie najdroższa. Żeby nie sprawiać wrażenia przesadnie dbającej o pieniądz. Szpilki i malinowe paznokcie. Koronkowa bielizna, jedyna. Na co dzień preferuje babcine majtki i spodnie. Wygodę. Nieważne, on nie musi o tym wiedzieć. Słowa dobiera rozważnie. Czasem przychodzi jej do głowy jakieś siarczyste przekleństwo, brudne, jak ulica przy której mieszka. Nieważne, on nie powinien go usłyszeć. Stara się, by jej głos brzmiał, niczym melodia przywodząca na myśl truskawki i krople rosy. I mówi o tym, co piękne. Niespotykane.

Żeby nie wiedział, że jej życie się posypało, jak domek z kart. Że leży codziennie godzinami w łóżku, które zaczyna powoli cuchnąć, bo nie ma siły zmienić pościeli. I je na śniadanie lody czekoladowe. Może on jej pomoże. Złapie ją za dłoń i wyciągnie z ciemnego tunelu, w którym utknęła. Kiedyś się zorientuje, kim jest naprawdę. Ile jest w niej złości. Jaka potrafi być okrutna. Nieważne.

Sztuka udawania

– Zmieniłaś się. – Usłyszałam wiele lat temu od chłopaka, z którym chadzałam na randki. – Cały czas przede mną udawałaś! Naprawdę jesteś dziecinna, nie potrafisz nawet niczego posprzątać i niewiele cię interesuje! Okłamałaś mnie! – Byłam zdezorientowana. Przecież cały czas byłam tą samą nastolatką, która wciąż się uczyła relacji z ludźmi. Chłopaków. Chciałam wypaść dobrze i stopniowo odsłaniać swoją codzienność. Daleko było mi do dziewczyny perfekcyjnej. Och, daleko.

W odległej przeszłości trafiłam także na artykuł o pożądanych zachowaniach kobiet. Szczególnie podczas pierwszych spotkań, ale najlepiej przez wiele lat związku. Wczytywałam się, o zgrozo, w zdania zapisane pogrubioną czcionką, które uruchomiły we mnie sprzeciw, ale jednocześnie uświadomiły mi, że każdy z nas opanował do perfekcji sztukę udawania. Czułam, że jest potrzebna. Że jej stosowanie ma sens. Kto chciałby siedzieć we wspólnym burdzie od pierwszych chwil znajomości? Wyrzec się magii i tajemniczości? Tyle, że później zaczyna się życie. Prawdziwe, niejednokrotnie obrzydliwe życie. I z tym nie każdy sobie radzi.

Być sobą jest trudno. Wielu z nas czuje, że nie warto. Że można coś stracić, pokazując siebie. Dlatego chętnie łykamy przyjacielskie rady, jak należy się zachowywać, wyglądać. Kim być. Ale kiedy pierwsze miesiące znajomości mijają, powoli porzucamy wzorce. Nie spodziewamy się, że niebawem nastąpi przełom. Ściągniemy maskę, która dusiła i złapiemy porządny oddech, mierząc się z rzeczywistością.

Problemy narastają jednak dopiero wtedy, kiedy zbyt wiele rzeczy zrobiło się, aby zaimponować drugiej osobie, a nie z własnych chęci. I później się odpuszcza. Wkłada się stare klapki i kończy pewien etap, myśląc: wystarczy, naprawdę wystarczy już tych starań – przecież było tyle dobrego, brak mi sił na więcej, chcę być sobą.

Niespełnione oczekiwania i wady trudne do zaakceptowania

Kobiety rozpieszczane od początku liczą na to, że bajka nigdy się nie skończy. I mają rację, bo nie powinna się kończyć. Nie mam na myśli oczywiście udawania, że jest się odpornym na codzienne problemy i życia, jakby pieniądze w portfelu nieustannie się mnożyły. Chodzi mi wyłącznie o to, że jeśli mężczyzna spotyka kobietę, która nie lubi zaludnionych miejsc, woli siedzieć w domu i oglądać wyciskacze łez, zajadając się wegetariańskimi przekąskami, to niech on nie udaje, że uwielbia to samo. Chociaż tak naprawdę chętniej ubrałby się w swoją najnowszą koszulę i wyszedł na drinka w modnym barze.

To dotyczy wszystkich. Nie lubisz chodzić z nim na mecze, ale udajesz, że to najbardziej odlotowe chwile w twoim życiu? Cholera, któregoś dnia będziesz miała ochotę mu o tym powiedzieć, a on poczuje się oszukany. I może się zastanawiać, czy wasz związek nie rozpadnie się niebawem, jak jego ulubiony klub piłkarski. W nocnych klubach czujesz się, jakbyś wszedł do przedsionka w piekle, a mimo to tańczysz najlepiej, jak potrafisz? Przestań udawać, jeśli nie chcesz zmagać się później z rozczarowaniem swojej drugiej połówki, kiedy dojrzejesz do tego, aby jej odmówić. Bo cóż mogło się stać, że nagle zmieniłeś zdanie?

Ale wróćmy do początku. Do pierwszych randek. Ustalmy jedno – liczy się pierwsze wrażenie. Ładne ubrania i gustowne restauracje są jak najbardziej na miejscu. Jednak jest coś, czego powinno się unikać. To dostosowywanie się do drugiej osoby, spełnianie jej oczekiwań, a nie własnych. Wszystko co się dzieje, powinno być spójne z wewnętrznym JA. Pozbawione naginania swoich zasad, noszenia ubrań na pokaz, wysławiania się w nietypowy dla siebie sposób. Bo w przyszłości człowiek się zmęczy. Odsłoni wady. Zapomni o zachciankach, które dawniej determinowały jakość związku.

Akceptacja wad bywa szalenie trudna. Szczególnie tych, o których wcześniej nie miało się pojęcia. Ponieważ były długo skrywane przed czujnym okiem partnera. Śmiem sądzić, że korzystniej jest możliwie wcześnie otworzyć się przed drugim człowiekiem, zamiast wodzić go za nos latami. Wtedy łatwiej jest zweryfikować wzajemne dopasowanie. Przekonać się do kogoś. Żyć z pełną świadomością, jakim człowiekiem jest.

Być sobą w związku

Związek często mylony jest z grą, której celem jest dążenie do ideału. Ba, żeby tylko związek. Całe życie. Tyle można naczytać się, jak spędzanie czasu we dwoje powinno wyglądać. Jaki powinien być seks, ubrania, gdzie powinno się chadzać i jak do siebie mówić. Jednak myślę, że należy być wyłącznie sobą. Nie łykać lansowanych wzorców.

Z lubym zdradzaliśmy sobie szczegóły naszego życia powoli, ale ze szczerością. Zawsze drażniło mnie, kiedy wyczuwałam, że on robi coś tylko dlatego, bo ja tego chcę. Wówczas tłumaczyłam mu, że wolę znać wszystkie jego upodobania i zmierzyć się z tym, że nie zawsze będziemy chcieli kroczyć tą samą drogą. Znacznie gorzej byłoby, gdybym po latach obudziła się obok obcego człowieka. Obok mężczyzny, który zmienił siebie, aby mnie zdobyć. Który próbował mnie oczarować, a później wylał na mnie wiadro lodowatej wody.

Do bycia sobą w związku jest potrzebne pogodzenie się ze swoimi ułomnościami i skłonnościami. Drugi człowiek nie jest odzwierciedleniem naszych marzeń, ani kopią ulubionego bohatera z książki. Jest po prostu człowiekiem, który niejednokrotnie będzie musiał zmierzyć się z problemami, własnymi słabościami i ambicjami, presją wywieraną przez rodzinę. W takich chwilach będzie marzyć o miękkim ciele, tulącym się do niego z czułością, a nie o pretensjach o zmarnowane życie.

Stworzenie dobrej relacji jest sztuką. Ale nie grą. Zacząć należy od zrozumienia siebie i podążania za prawdziwymi pragnieniami, a przede wszystkim – własnymi.

M.


Kliknij w obrazek i dołącz do mojej nowej grupy na Facebooku!

Jeśli spodobał Ci się tekst, polub mój FANPAGE!

7 przemyśleń nt. „Sztuka bycia sobą w związku

  1. Jeśli na czymś nam zależy to staramy się wypaść jak najlepiej 🙂 ja chociaż na randkach byłam ‘staranniej’ ubrana to nie przebierałam się- bo co innego jest założyć seksowniejsza sukienkę, chociaż na co dzień chodzimy w luźniejszych, a co innego założyć ostrą mini, kiedy na co dzień nosimy tylko spodnie 🙂 Tu jest sedno problemu, by być sobą (może trochę podrasowaną wersją), niż udawać kogoś kim się nie jest- bo to nie wyjdzie)
    Musimy tez nauczyć się, że jeśli próbujemy całkowicie zmienić drugą osobę to znaczy, że to nie jest ‘ta osoba’- mogą nam przeszkadzać drobne wady- nie przeczę, ale całkowita próba zmiany…nie ma sensu 🙂

  2. Baaardzo mądrze – oczywiście warto na początku nie pokazywać i nie emanować swoimi wszystkimi wadami, a raczej położyć na wierzch te lepsze cechy, ale nie można się zapędzić w udawanie, bo to najgorsze co robimy nie tylko drugiej osobie ale też sobie.

  3. Stu procentowa prawda! Bardzo często zdarza się, że próbuje pokazać się z jak najlepszej strony, często odbiegającej od naszej natury. Początkowo to przynosi nam korzyści, jednak z czasem staje się to dla nas ciężarem… Twój post powinien przeczytać każdy kto rozpoczyna swoją miłosna przygodę. Niech będzie świadomy, że nie warto zmieniać się. Sztuka to znaleźć kompromis, a nie dostosować się.

  4. Nie ma nic gorszego, niż myślenie, że związek ma uratować życie i wygenerować komuś szczęście. Nie ma nic lepszego niż poznania kogoś na wylot z całym arsenałem wad, ale początkowe fazy, kiecki, szminki i udawanie, że gość powiedział śmieszny żart, to normalne i nie ma co udawać, że to jakieś oszukaństwa. Takie są prawa pierwszych randek. O ile to jest prawda, co napisałaś i jakiś koleś stwierdził, że go oszukałaś, bo na początku byłaś inna to nawet trochę zabawne, jaki był naiwny. Swoje prawdziwe oblicza pokazujemy, gdy czujemy się bezpiecznie, wypełzają wtedy nasze wady, słabości itd. Chyba niemal każdy przechodził przez oglądania komedii romantycznych/filmów akcji tylko dlatego, że akurat podkręcał do kogoś na bajere. Mój licealny chłopak poszedł ze mną na koncert Pidżamy Porno i przesiedział biedny cały występ w korytarzu, daleko od sceny, bo nie lubił tej muzy, ale się poświęcił, bo mu zależało. Sam z siebie. Czasem naginamy nasze przyzwyczajenia, by komuś sprawić przyjemność, okazujemy, że potrzeby tej drugiej osoby też są ważne. O ile nie robimy czegoś na siłę, to można iść na ten mecz. No albo na niego nie iść, jak mamy płakać. Jak ktoś się boi swojej drugiej połowy, to ja nie wiem jaki ten związek ma fundament, żeby się bać, powiedzieć co się lubi, a co nie -paranoja.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *