niedziela, 11 września 2016

O tym, co dotyka każdego


Poczułam się zła. Zawiedziona i poirytowana. Zorientowałam się, że w najbliższej przyszłości nie stanie się nic, zupełnie nic, czego mogłabym wyczekiwać. Niedawno doczekałam się pierwszej nieco większej wypłaty, którą w całości pochłonął mój konsumpcjonizm. Czekałam na to. Czekałam, aż będę mogła podejść do półki w drogerii i wrzucić do koszyka jeden z tych droższych kremów, a później spokojnie za niego zapłacić. Aż będę mogła kupić kilka seksownych staników i biżuterię. I nieco więcej ubrań, niż zazwyczaj w ciągu miesiąca. Czekałam też na wyjazd z moim lubym. Zawsze, kiedy dojeżdżam w dane miejsce i czuję, że mi się podoba, jest mi odrobinę smutno. Dzieje się tak, ponieważ wiem, że niedługo i tak będę musiała je opuścić. Ale doczekałam się. Doczekałam się spełnienia swoich zachcianek związanych z nabywaniem nowych produktów, doczekałam się wyjazdu, na którym mój luby mi się oświadczył. A później, kiedy już minęła złość spowodowana tym, że nie mam czego oczekiwać, zaczęłam zastanawiać się nad tym, jak zapatruję się na przyszłość. Myślałam o tym, dlaczego czekam i czego najbardziej się boję, chociaż zapewne będzie dane mi się z tym zmierzyć.

niedziela, 4 września 2016

Makijaż - konieczność czy potrzeba?


Pamiętam, że pierwszy raz pomalowałam się w wieku dziesięciu lat. Znudzona przeszukiwałam toaletę, aby wygrzebać cokolwiek, co uznałabym za warte mojej uwagi. Napatoczył się tusz do rzęs. Wyciągnęłam czarną szczoteczkę, zupełnie inną niż te, których używam aktualnie i przeciągnęłam nią po swoich rzęsach. Czynność powtórzyłam jeszcze kilka razy. Kiedy przyjrzałam się sobie w lustrze, zachwyciłam się tym, co osiągnęłam dzięki tak krótkiemu zabiegowi. Rzęsy układały się w śliczne wachlarze, a oko było widoczne z daleka. Dwa lata później, jako uczennica szóstej klasy, rozpoczęłam nieświadomą walkę o prawo do malowania się wśród rówieśniczek. Nie byłam w tym osamotniona. Miałam koleżankę, która uwielbiała fluidy i tusze do rzęs. W szkole kazano nam makijaż zmywać. Denerwowało mnie wówczas, że nie mogłam być sobą. Że ktoś decydował o moim wyglądzie. I chociaż dziesięć lat później, doskonale rozumiem pobudki nauczycielek, wspominając szkolne czasy, odkrywam w sobie cząstkę tamtej zbuntowanej nastolatki.

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

O naszych ZARĘCZYNACH w Tatrach


Mgła pochłaniała cały krajobraz. Ludzie przystawali pod znakami informującymi o kierunku podróży, żeby zrobić sobie zdjęcia. Inaczej nikt nie uwierzyłby im, że znajdują się w górach. Tę trasę mieliśmy przemierzyć poprzedniego dnia. Rozplanowaliśmy sobie cały wyjazd i Kasprowy Wierch był tym punktem w planie, który miał odbyć się we wtorek. Jednak wędrówka udała nam się dopiero w środę. Decyzja podjęta trochę z powodu lenistwa, trochę z potrzeby wypoczynku po trudnych tygodniach. Kiedy wspinałam się w górę zaledwie godzinę, zmęczenie powoli odbierało mi siły. Mimo wszystko szłam dalej. Lepka od potu i zirytowana, kiedy mój luby mnie wyprzedzał. Trudno było nam wypracować wspólne tempo. Z radością przyjęliśmy moment, kiedy mgła opuściła nasze szlaki. Podziwialiśmy czarujące, górskie widoki. Jednak to, czego nie zapomnę nigdy, nastąpiło kilka godzin później.

piątek, 19 sierpnia 2016

Błędy popełniane w relacjach z płcią przeciwną część 2


Na świecie istnieją ludzie, którzy swoim zachowaniem i wyglądem, przypominają drzewa, którym dane jest przeżywać cztery pory roku. Kiedy zbliża się wiosna, ludzie - drzewa rodzą się po raz kolejny. Stąpają lekko po ziemi i chłoną swoim ciałem cieplejszy wiatr. Uśmiechają się, trzymają bliskich za dłonie, czasem się zakochują. Późną wiosną i latem ogłuszają głośnym śmiechem, stają się zdobywcami i marzycielami. Pod wpływem ich dotyku ciała innych istot rozgrzewają się. Łapią energię. Oddychają inaczej. Jesienią wszystko się zmienia. Ludzie - drzewa zaczynają tracić liście. Jest im zimno. Tak zimno, że postanawiają okrywać się kocem - osłoną przed wszystkim tym, co uznają za negatywne. Boją się zimy. Obawiają się, że wraz z nią utracą siebie. Ale najgorsza dla nich jest samotność. Bo żadna spotkana w ich życiu osoba, nie pomogła im tej zimy przetrwać. Nikt nie był w pobliżu, kiedy ocierali łzy zamarzniętymi dłońmi.

piątek, 12 sierpnia 2016

Błędy popełniane w relacjach z płcią przeciwną część 1



Obudziłam się, co zresztą często mi się zdarzało, około godziny dwunastej. Czułam narastające we mnie nieprzyjemne uczucie, które przypomniało pękający balon, chyba gdzieś w okolicach serca. Wypompowane powietrze ulatywało ze mnie przy pierwszym westchnieniu. W łóżku mogłam wiercić się jeszcze przez wiele godzin. Miękki materac i kołdra, dzięki której udawało mi się odgrodzić od rzeczywistości były lepsze, niż moje codzienne sprawy. Myślałam o tym, co mi się do tej pory przydarzyło. O błędach, które popełniałam i o marzeniach, które pragnęłam zrealizować. O kilku zakończonych związkach. A także o tym, w jaki sposób mogę posklejać wciąż niepasujące do siebie kawałki mojego świata, aby móc się w nim odnaleźć.

piątek, 5 sierpnia 2016

LĘKI - o tym, czego się boję i jak sobie z tym radzę


Jestem małą dziewczynką. Chociaż już na tyle dużą, żeby w domu przebywać samodzielnie. Siedzę w ciemnym fotelu, na wprost telewizora, w którym migają obrazy jakiegoś tandetnego serialu. Wcale nie chcę go oglądać. Wolałabym zająć się czymś, co sprawi mi więcej przyjemności. Chciałabym się wyswobodzić z uścisku ciemnej poduchy, na której siedzę. Ale nie potrafię. Spoglądam za to co kilka minut na zegar. Wskazówka przesuwa się powoli. Mogłabym wstać i okręcać ją wokół tarczy, aż pojawi się godzina powrotu mamy. Jednak to także nie sprawi, że ona się pojawi. Ona nie zobaczy godziny, którą pokazuje zegar w naszym domu. Wcale nie jestem taką małą dziewczynką. Dzieci w moim wieku zostają same w domu. Mnie to przerasta. Nie protestuję, lecz za każdym razem przerabiam ten sam scenariusz - telewizor, fotel, zegar. Telewizor, fotel, zegar. Fotel, telewizor, zegar. Mam dziesięć lat. Jestem więźniarką lęku. 

niedziela, 31 lipca 2016

Trudne tematy w związku - byli partnerzy


Rok temu, w lipcowe popołudnie, na przemian spacerowaliśmy po ogrodzie rodziców mojego lubego albo leżeliśmy w jego dużym łóżku, oglądając niebo przez dachowe okno. To były nasze początki. Minęło zaledwie kilka miesięcy od momentu, w którym uznaliśmy, że tworzymy coś, co zwie się związkiem. Postanowiliśmy, że będziemy mówić sobie prawdę. Nawet, jeśli będzie bolesna i trudna do zaakceptowania. Zazwyczaj staram się wypracować proste relacje, unikając tym samym tych zawiłych, składających się z wielu niedomówień znajomości. Jednak zdarza mi się, że powiedzenie prawdy, tej nieprzyjemnej prawdy, po prostu mnie przerasta. I chociaż się na to zdobywam, moje wewnętrzne ja krzyczy wówczas znacznie głośniej, niż zwykle, że powinnam przestać. Przestać wypluwać z siebie te raniące zdania, które przypominają pociski uderzające prosto w serce ofiary. Ale nie potrafię. Jest już za późno.