piątek, 19 sierpnia 2016

Błędy popełniane w relacjach z płcią przeciwną część 2


Na świecie istnieją ludzie, którzy swoim zachowaniem i wyglądem, przypominają drzewa, którym dane jest przeżywać cztery pory roku. Kiedy zbliża się wiosna, ludzie - drzewa rodzą się po raz kolejny. Stąpają lekko po ziemi i chłoną swoim ciałem cieplejszy wiatr. Uśmiechają się, trzymają bliskich za dłonie, czasem się zakochują. Późną wiosną i latem ogłuszają głośnym śmiechem, stają się zdobywcami i marzycielami. Pod wpływem ich dotyku ciała innych istot rozgrzewają się. Łapią energię. Oddychają inaczej. Jesienią wszystko się zmienia. Ludzie - drzewa zaczynają tracić liście. Jest im zimno. Tak zimno, że postanawiają okrywać się kocem - osłoną przed wszystkim tym, co uznają za negatywne. Boją się zimy. Obawiają się, że wraz z nią utracą siebie. Ale najgorsza dla nich jest samotność. Bo żadna spotkana w ich życiu osoba, nie pomogła im tej zimy przetrwać. Nikt nie był w pobliżu, kiedy ocierali łzy zamarzniętymi dłońmi.

piątek, 12 sierpnia 2016

Błędy popełniane w relacjach z płcią przeciwną część 1



Obudziłam się, co zresztą często mi się zdarzało, około godziny dwunastej. Czułam narastające we mnie nieprzyjemne uczucie, które przypomniało pękający balon, chyba gdzieś w okolicach serca. Wypompowane powietrze ulatywało ze mnie przy pierwszym westchnieniu. W łóżku mogłam wiercić się jeszcze przez wiele godzin. Miękki materac i kołdra, dzięki której udawało mi się odgrodzić od rzeczywistości były lepsze, niż moje codzienne sprawy. Myślałam o tym, co mi się do tej pory przydarzyło. O błędach, które popełniałam i o marzeniach, które pragnęłam zrealizować. O kilku zakończonych związkach. A także o tym, w jaki sposób mogę posklejać wciąż niepasujące do siebie kawałki mojego świata, aby móc się w nim odnaleźć.

piątek, 5 sierpnia 2016

LĘKI - o tym, czego się boję i jak sobie z tym radzę


Jestem małą dziewczynką. Chociaż już na tyle dużą, żeby w domu przebywać samodzielnie. Siedzę w ciemnym fotelu, na wprost telewizora, w którym migają obrazy jakiegoś tandetnego serialu. Wcale nie chcę go oglądać. Wolałabym zająć się czymś, co sprawi mi więcej przyjemności. Chciałabym się wyswobodzić z uścisku ciemnej poduchy, na której siedzę. Ale nie potrafię. Spoglądam za to co kilka minut na zegar. Wskazówka przesuwa się powoli. Mogłabym wstać i okręcać ją wokół tarczy, aż pojawi się godzina powrotu mamy. Jednak to także nie sprawi, że ona się pojawi. Ona nie zobaczy godziny, którą pokazuje zegar w naszym domu. Wcale nie jestem taką małą dziewczynką. Dzieci w moim wieku zostają same w domu. Mnie to przerasta. Nie protestuję, lecz za każdym razem przerabiam ten sam scenariusz - telewizor, fotel, zegar. Telewizor, fotel, zegar. Fotel, telewizor, zegar. Mam dziesięć lat. Jestem więźniarką lęku. 

niedziela, 31 lipca 2016

Trudne tematy w związku - byli partnerzy


Rok temu, w lipcowe popołudnie, na przemian spacerowaliśmy po ogrodzie rodziców mojego lubego albo leżeliśmy w jego dużym łóżku, oglądając niebo przez dachowe okno. To były nasze początki. Minęło zaledwie kilka miesięcy od momentu, w którym uznaliśmy, że tworzymy coś, co zwie się związkiem. Postanowiliśmy, że będziemy mówić sobie prawdę. Nawet, jeśli będzie bolesna i trudna do zaakceptowania. Zazwyczaj staram się wypracować proste relacje, unikając tym samym tych zawiłych, składających się z wielu niedomówień znajomości. Jednak zdarza mi się, że powiedzenie prawdy, tej nieprzyjemnej prawdy, po prostu mnie przerasta. I chociaż się na to zdobywam, moje wewnętrzne ja krzyczy wówczas znacznie głośniej, niż zwykle, że powinnam przestać. Przestać wypluwać z siebie te raniące zdania, które przypominają pociski uderzające prosto w serce ofiary. Ale nie potrafię. Jest już za późno.

niedziela, 24 lipca 2016

Krytyka - jak sobie z nią poradzić?


Siedzieliśmy przy niskim, prostokątnym stoliku w zatłoczonej rozbrykanymi dziećmi sali. Byłam nieśmiałą pięciolatką. Zabawna grzywka, którą co kilka dni przycinała mi mama, odstawała od mojej głowy. Zupełnie nie pamiętam co miałam wówczas ubrane, ale zapewne były to dziecięce rajstopki pomazane dziwnymi wzorkami i sukienka wkładana przez głowę. Do przedszkola nie lubiłam chodzić. Największy wpływ miały na to dzieci, z którymi przebywałam niemal każdego dnia. Kiedy przedszkolanka przyniosła niesmaczną zupę do stolika, wśród dzieciaków siedzących obok mnie, rozpoczęła się dyskusja. Mówiły o tym, co uważają za ładne, co im się podoba. Podczas tej dziecięcej, pozornie błahej rozmowy, pewien mały chłopiec sprawił, że musiałam zmierzyć się z krytyką czegoś, na co wpływu nie miałam i z brakiem akceptacji wśród rówieśników. 
- Jestem księciem! - zawołał chłopiec przekrzykując resztę. Później popatrzył na mnie i na siedzącą niedaleko dziewczynkę, która miała wyjątkowo długie i jasne włosy. - A Ty jesteś moją piękną księżniczką, którą dzisiaj ocalę! - Wskazał na blondynkę. W jego wzroku można było dostrzec, że szukał także jakiejś roli dla mnie. Krępowało mnie to.
- Ty będziesz tą brzydką księżniczką, którą należy wtrącić do lochu! Ha ha!
Zamarłam.

środa, 20 lipca 2016

Związki bez kłótni - czy to możliwe?


Pamiętam dziewczęce marzenia moich koleżanek z czasów szkolnych. Ba, to były także moje marzenia. Każda z nas pragnęła mężczyzny idealnego. Bez problemu mogłyśmy wypisać na kartce zestaw jego cech. Najczęściej miał być wysoki, dobrze zbudowany i inteligentny. Kolor włosów zazwyczaj zależał od najatrakcyjniejszego chłopaka w pobliżu. Ale nie to było najistotniejsze. Przede wszystkim z takim mężczyzną miało być bajkowo. Marzyło nam się noszenie na rękach, picie wina nocą, kiedy to podglądać mogły nas jedynie gwiazdy, namiętne całowanie i opowiadanie zabawnych historyjek. Wtedy liczyły się chwile, które można było przeżyć z kimś w związku. Te wycinki rzeczywistości, sprawiające, że człowiek unosi się wysoko nad warstwą wszelkich niepowodzeń. Żadna z nas nie myślała o kłótniach, przeżywaniu kryzysów, nieporozumieniach. Nikt nam nie mówił, że zbudowane na zaufaniu i miłości relacje, mogą przetrwać bardzo wiele. Że trudne chwile są nieuchronne, a szczęście w związku można budować na poczuciu bezpieczeństwa i stałości.

sobota, 16 lipca 2016

Popłacz sobie, chłopcze!


W krainie zabieganych, smutnych i znużonych własnymi zagwozdkami dorosłych, żył mały chłopczyk. Każdej nocy, kiedy kładł się spać, przychodziła do jego pokoju mama. Chłopczyk był bardzo smutny. Widywał rodziców tylko przelotnie, wieczorami. W przedszkolu nie miał dobrych kolegów, a babcia za dziecięce wygłupy dawała bolesne klapsy w pupę. Dlatego chłopczyk był płaczliwy. Jego poduszka, morka od słonych łez, pełniła funkcję pochłaniacza smutków. Jednak mama chłopca, widząc jego płacz, kiedy leżał skulony w dużym łóżku, zawsze powtarzała mu, żeby mocno zacisnął powieki, a wtedy pozbędzie się łez. Chłopiec wyrósł na dorosłego, przystojnego mężczyznę. Powieki, tak jak kazała mama, zaciskał przez wiele lat. Ale łzy, zamiast znikać, coraz bardziej mu ciążyły. Pewnego dnia młody mężczyzna, mimo długiej walki o własną, źle rozumianą męskość, pozwolił sobie na płacz. Przepłakał wiele wieczorów. Najpierw spłynęły łzy, które mieszkały w nim od dzieciństwa, później te z lat młodzieńczych i wczesnej dorosłości.  Dopiero wtedy zrozumiał, jak bardzo mama się myliła.